piątek, 3 lipiec 2009

Sąsiedzi

Zaczniemy od klasyka, aby się odpowiednio nastroić.



Większość z nas, zamieszkujących kawałek planety Ziemia, zwany Polska, ma to szczęście, że w bloku mieszka. Każdy blok wytwarza własny makroświat, dzielący się na mikroświaty poszczególnych klatek. Nie odczujesz takowego, jeśli przebywasz w niej za krótko(choćby rok), ponieważ jesteś tylko obcym ciałem. Sytuacja się zmienia, kiedy, tak jak ja, siedzisz na danej norce lat kilka. W końcu stajesz się elementem klatki, jak puszka kablówki czy skrzynka na listy i zamiast być obserwowanym, jako ten, który pojawił się był i zniknął, ty zaczynasz obserwować, jak znikają pozostali. Lub, jak stałe elementy klatki- ludzie którzy byli tutaj zanim przyszedłeś i wciąż są- zaczynają powolną degenerę. Sąsiedztwo. W każdej klatce i każdy to zna, można znaleźć "w pionie" jakiegoś wariata lub dwóch. U mnie to całe, inspirujące stadko.

1. Pani z pierwszego. Strzaskana, przedwcześnie postarzała, lat około trzydziestu. Szaleństwo w oczach. Lubi znikać na całe miesiące, wtedy przychodzi pan policjant i dopytuje się klatkowiczów, kiedy ostatni raz widzieli Panią z pierwszego, gdyż jej rodzina się martwi. Pani z pierwszego darzy mnie i Asię niczym niesprowokowaną nienawiścią, co lubi przekazać werbalnie. Jest to o tyle zagadkowe, że w całej swojej karierze tutaj, wypowiedziałem w jej kierunku, parę lat temu, tylko dwa słowa:
- dzień,
- dobry.

2. Babcia z drugiego. Moja faworytka. Posiadaczka psa oraz syna/ męża(do dziś nie rozwiązałem tej zagadki). Babcia ma tysiąc lat, jest malutka i zasuszona, jak hiszpańska szynka. Bardzo lubi interwencje służb porządkowych w sprawach różnych. Od klasyków w rodzaju "prezerwatyw walających się po całej klatce" do bardziej fikuśnych w stylu "liści koki, walających się po całej klatce". Wg Babci z drugiego na mojej norce funkcjonuje doskonale prosperująca agencja towarzyska a policjanci, przybywający na interwencje(którzy już się Babcią jakoby znudzili) są jej stałymi klientami.

3. Byczki pode mną. Absolutny klasyk. Stadko buraków(pewnie studenci) z refleksją na poziomie sosnowej szyszki, lubiący od czasu do czasu przypieprzyć długo i namiętnie hitami z eski około 4 nad ranem, bez cienia litości dla membran głośników. Nie dawałbym faka o Byczków gdyby nie...

4. Dresik z parteru. To taki pan, co mu się włącza misja obrony prawa do snu rodziny, kiedy Byczki rozkręcają eska party. Niestety, Dresik jest leniuszkiem, gdyż sprawę załatwia przez domofon(w końcu parter, co będzie dymał na pięterko?) i w taki oto sposób zostaję wybudzany w środku nocy rykoszetem, oskarżony i rozstrzelany groźbą przyjazdu chłopaków z Elany, jeśli nie wyłączę muzyki. Bardzo, kurwa, niefajny układ.

5. Wąsaty kompociarz. Prócz okolic klatki, spotykam go również na mieście, kiedy medytuje na starówce. Jeszcze 4 lata temu występował w duecie z bratem, niestety brat był zszedł z przedawkowania. Jest notorycznie wypieprzany z chaty przez matkę, z którą mieszka i wtedy o różnych porach nocy drze ryja("maaaatkaaaa, kuuurwaaaa!) i traktuje z buta drzwi( trzeba przyznać, że trzyma w tym wypadku dość niezłe tempo). Od czasu do czasu bije swoją rodzicielkę, która wybiega na klatkę i krzyczy. Bywa, że reaguję i nawet piszę maile na "niebieską linię". Bywa, że tarmoszę gościem.

I wszystko byłoby cacy, bo świrów nie sieją, ale wiecie... Ja tu pracuję.

czwartek, 2 lipiec 2009

Rprt # 166

Dziś, jak w każdy czwartek, oddałem się popołudniowej lekturze Przekroju i trafiłem na krótką notkę, która powinna stać się przyczynkiem do stworzenia nowego narodowego święta pod hasłem "Kurwa, nareszcie!". W końcowych dniach czerwca ostatnie buraki z poboru opuściły wojskowe jednostki, prezentując krajanom swoje wypasione chusty z pomponami, namalowanymi nagimi laskami, leżącymi na piaszczystej plaży i innymi przejawami bogatej, jak Rockefeller wyobraźni producentów gówna dla gówna.

Kurwa, nareszcie! Pisanie o tym, że przymusowa służba wojskowa była marnowaniem kasy nas wszystkich, stratą czasu dla nielicznych, złamaniem życiorysów dla promila społeczeństwa i zajebistymi wakacjami z kałasznikowem dla debili to truizm. Sam miałem z wojskiem niejaki problem, na szczęście bałagan w ichniej administracji, moje częste przeprowadzki, trzykrotnie zaczęta nauka w ramach szkolnictwa wyższego, w końcu wniosek o służbę zastępczą, udowodnienie swojego pacyfizmu przed szanowną komisją wąsatych betonów z pagonami, skutecznie uchroniło mnie przed zjebaniem sobie niemal roku życia( z całym tym bałaganem łączy się także pojawienie się w bydgoskim Urzędzie Pracy dwa razy u tych samych babek, jako dwie różne osoby- ale to temat na zupełnie odrębną opowieść, bo w grę wchodzą dobre jointy).

Przez te wszystkie lata miałem wrażenie, że święto "pobór/ rezerwa" trwa cały cholerny, okrągły rok, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Niemal za każdym razem, kiedy podróżowałem taborami, tylko dla niepoznaki nazywanymi pociągami firmy bliskiej każdemu sercu rodaka, trafiałem na bandy oszczanych, zarzyganych, drących ryje, czerwonookich, zataczających się, jak cyrkiel świń. Czy to jadących do, czy też wracających z, na przepustkach- nieistotne. Koniec z tym gównem, bryzgającym na wszystkie przedziały. Kurwa, nareszcie!

Wojsko- luz.
Tylko dla tych,
których temat jara.
Od reszty- wara!

A nowy 8Bit wisi od północy z wtorku na środę, zapraszam.

poniedziałek, 29 czerwiec 2009

Rprt # 165

Blogosfera( komiksowa, oczywista) rozpisała się i pokazała na dokumentacji foto, jak to supah było na Bałtyckim Festiwalu Komiksowym w Gdańsku w ostatni weekend. Warsztaty, goście, atmosfera, sushi, browary i co ino. KRL zaryzykował wręcz stwierdzenie, że " każdy poczuł się przez chwilę jak twórca V jak Vendetta czy Phenian". Wszystko dzięki supah organizacji oraz dopieszczeniu autorów oraz uczestników przez mistrzów ceremonii z BFK.

To bardzo niedobrze i bardzo bym nie chciał, aby organizatorzy większych imprez( jak MFKiG) brali z organizatorów gdańskiego konwentu przykład. Bo polski twórca( i co warte podkreślenia- wydający tylko w Polsce) musi znać swoje miejsce w szeregu. Nie dla niego sushi i talony na browar( łatwo wymienialne na martini z wódką). Wydającemu w Polsce należy się za to talerz z niedojedzonym przez " Rosa & Kasa"( lub " Kasa & Rosa", co kto lubi) jajem w majonezie, przeżuta szynka i kosteczka ze szczyptą mięska, pozostawiona samopas przez światowej klasy komiksiarza. Oraz wielka, wielka radość, jeśli uda się ze stołu " R & K" podpieprzyć butelkę z wódką( pamiętam ten heroiczny czyn Tomku Lwie i do dziś go wspominam w co smutniejszych chwilach).

Apeluję zatem- nie pozbawiajmy polskiego rysownika punkowego stylu bycia na konwentach i nie czyńmy mu krzywdy, uwalniając go od trosk codziennego życia, zapewniając rozrywki i chuchając na niego, czy piwko w spracowanej rączce trzymane, aby nie za ciepłe. A ty, polski twórco komiksów pamiętaj- znaj miejsce w szeregu, bo jeszcze niczym mitycznego " masowego czytelnika" komiksów, o którym swego czasu pisał Turu, nie zaskoczyłeś. Cipa wciąż sucha.

A tak na serio, troszkę żałuję, że nie byłem. To troszkę to resztka z równania "pewnie będzie fajnie/ nie daję faka", które wisi nade mną od blisko pół roku.

Tymczasem. Czarna seria Wielkiego Psuja i Kradzieja trwa. Przez ostatnie trzy miesiące poszły się jebać po kolei TV, Wacom, pad od XO, iPhone. W nocy z soboty na niedzielę do zacnego grona dołączył mój XO Arcade- klasyczny RRoD. Przejąłbym się bardziej, gdyby nie to, że PSP wciąż( odpukać) dycha i mam tego nowego Monster Huntera. Kurwać, jak dobrze, że nie posiadam czegoś w rodzaju rozrusznika serca czy pompy insulinowej, bo sytuacja stałaby się śmiertelna, heh. W ramach terapii pocisnąłem kolejny odcinek NERDz dla Gamezilli. Do poczytania po kliku i endżoj i do następnego!

czwartek, 25 czerwiec 2009

Rprt # 164


Nie jadę, bo mam obsuwę. A pojechałbym, choćby po to, aby spotkać Guya Delisle czy Davida Loyda, czy obalić browarek czy co ino z kolegami po fachu, którzy zjadą się tam zacną ekipą. Mowa oczywiście o Bałtyckim Festiwalu Komiksowym, którego nowa odsłona już w najbliższą sobotę. Program imprezki znajdziecie tutaj. Jak na parszywca przystało, będę lobbował za jak najgorszą pogodą, żebyście nie mieli zbyt fajnie, kiedy ja będę w te dni zapieprzał
pochylony, jak skryba nad biurkiem.

Albo pykał w nowego Monster Huntera:) Moje szybkie " hands on" poczytacie na Double Jump. Premiera w najbliższy piątek a mnie wciąż nurtuje pytanie, czy tym razem Capcom kupi zachód najnowszą częścią tej uberhardcorowej w mechanice gry. Bo w Japonii Monster Hunter to potęga.

Nowe webkomiksy powieszone. Po dość sporej obsuwie prezentuję nowy odcinek 8Bita, w którym przewija się pewien specjalny gość a na Gamezilli od poniedziałku wisi świeżutka odsłona NERDz. Klikać w odpowiednie kadry, aby moć delektować się ekspresową lekturą.

W blogosferze zawrzało po wpisie KRLa na temat lesbijskiej antologii. Najpierw KRL się zrzymał, MRW obsobaczył wpisa, KRL odpowiedział, co uczynił również MRW. Kiedy panowie wymieniali uprzejmości, gruchnęło info, które znałem od jakiegoś czasu, jednak pozostawałem dyskretny. Mamy kolejnego, po Maćku Mazurze, człowieka w Soleil. Arek Klimek, zwany Kirkorem podpisał papiery i w 2010 roku nakładem wydawnictwa ukaże się album Les Chroniques Du Seigneur Des Loups do scenariusza Fabiena Cerutti, na podstawie pomysłu Kirkora na postać niejakiego Wilczana. Standardowo- kiedy jedni mielą ozorem( Łauma, Karolu, Łauma:), drudzy napieprzają i zbierają owoce. W tym momencie jestem już wybitnie zdopingowany, aby na tymczasowej emigracji usiąść do Parisha i też pozamiatać!

A plakat XX MFKiG widzieli?

Założyłem sobie profil na Facebooku. Brakuje jeszcze Twittera do kolekcji i świat z pewnością pierdolnie w czambuł.

wtorek, 16 czerwiec 2009

Rprt # 163

Długi weekend był faktycznie długi. Miałem troszku gości na norce, troszku daliśmy w palniczek, troszku w płucka, dzięki czemu udało mi się dorwać do samotnie, w piątkowy wieczór, stojących garów w NRD i dać mini koncert w towarzystwie ludzi, którzy faktycznie potrafią grać na instrumentach i Cebo, który wyrymował moje życie. Z wydarzenia pamiętam tylko błogość, kiedym sobie stukał, pochylony nad zestawem. W sobotę dopowiedziano mi resztę. Była nawet publiczność, oklaski, Cebo, który starał się mi przekazać, że już wyciszamy i muzyk, który twierdził, że momentami nie trzymałem tempa( przyspieszałem). Co dziwnym nie jest, zważywszy, że grać potrafię tylko na konsolach. Ogólnie mam takie ciągoty. Tylko po kilku głębszych i elemencie baśniowym, ale mam. Perka, pianino, indyjski instrument z jedną struną- obojętnie. Simson( troszkę bluesman) twierdzi wręcz, że posiadam talent do tej materii. Ha! Jasne, że posiadam! Czemu nie?

Istnieje połączenie pomiędzy rysunkiem i muzyką. Stąd tylu grających, plumkających, rymujących komiksiarzy( i stąd cały odcinek Schwing! zilustrowany taką właśnie muzą, który i tak nie wyczerpał tematu). Matematyka, ot co. Każdy tworzący, choćby miał z niej notorycznie pałę na półrocze w liceum( heh), ma ją we krwi.

Jedyną rejestracją faktu jest ta, dość lichej jakości, fotka, strzelona przez Asię tuż przed tym zanim zjawiła się ekipa, która, w odróżnieniu ode mnie*, wiedziała co robi.


Tymczasem... Na Gamezilli wylądował już drugi, świeży odcinek NERDz a na Hell Hotel trwa w najlepsze celebracja setnego odcinka, czyli gościnne występy krewnych i znajomych królika. Celebrowali już m. in. Bele & KMH, Au, KRL, celebruję i ja. Dzięki czemu w statsach obserwuję tzw. "efekt HH". Chłopaków czyta chyba z milion luda dziennie! I tak, odpryskiem, pozdrówka dla forumowiczów Joe Monster, bo przez NERDzów i pasek w HH też ich tu sporo zaczęło zaglądać. Acha, nowy 8Bit spada na czwartek- mam zlecenie chlebowe, więc... Napinam.

*Fałszywa skromność. Ja MUSIAŁEM wiedzieć co robię.